Nosemoza: najpierw diagnoza, potem panika
Zanim przejdziemy dalej, parę słów o tym, z czym w ogóle mamy do czynienia. Nosemoza, nazywana też chorobą zarodnikową albo sporowcową, to jedna z najpowszechniejszych i najbardziej niedocenianych chorób pszczoły miodnej. To schorzenie układu pokarmowego dorosłych pszczół, wywoływane przez mikrosporydia, pasożyty atakujące komórki nabłonka jelita środkowego. Pszczoła zaraża się, połykając zarodniki przy czyszczeniu zabrudzonych plastrów i ula, a te namnażają się w jej jelicie, skracają jej życie i osłabiają całą rodzinę. Nosemoza rzadko zabija efektownie, z dnia na dzień. Zwykle drąży pasiekę po cichu, i właśnie dlatego bywa tak podstępna.
Nosemoza to zarazem jedna z tych chorób, o które pszczelarze obwiniają wszystko, czego nie potrafią inaczej wytłumaczyć. Słaba wiosna, osypujące się rodziny, biegunka na przedniej ściance ula, i już pada hasło, że to na pewno nosema. Czasem trafione, częściej nie. A ponieważ dziś w Polsce i całej Unii nie ma zarejestrowanego leku na nosemozę, tym bardziej nie warto działać na wyczucie. Bez diagnozy albo leczysz coś, czego nie ma, albo przegapisz prawdziwy problem.
Ten wpis jest w tym samym duchu co wcześniejszy o leczeniu warrozy: najpierw sprawdź, potem reaguj. Rozłożyłem go porządnie, od biologii, przez diagnostykę, aż po konkretną profilaktykę i postępowanie ze sprzętem. Fakty sprawdzałem wielokrotnie, bo przy temacie, który obrósł mitami, wolę napisać mniej, ale pewnie.
Co to właściwie jest
Nosemoza to choroba jelita dorosłych pszczół, wywoływana przez mikrosporydia, czyli jednokomórkowe, wewnątrzkomórkowe pasożyty. U pszczoły miodnej opisano trzy gatunki, ale w praktyce liczą się dwa.
Nosema apis to stary, znany od ponad stu lat gatunek rodzimy dla pszczoły miodnej. Jest sezonowy: uderza głównie późną zimą i wczesną wiosną, po długim okresie bez oblotu, i daje wyraźną biegunkę, czyli brązowe plamy kału na ulu i ramkach. Osłabia rodziny i skraca życie zbieraczek, ale sam z siebie rzadko zabija całą rodzinę.
Nosema ceranae ma naturalnego gospodarza w pszczole wschodniej, Apis cerana, i został opisany naukowo w 1996 roku. W pewnym momencie przeszedł na pszczołę miodną, prawdopodobnie przez kontakt obu gatunków, choć dokładny moment i miejsce tego przeskoku nie są pewne. Dziś to on dominuje w większości pasiek, zwłaszcza w cieplejszych regionach, i to on robi największą różnicę, bo szkodzi w inny, podstępny sposób, podgryzając rodzinę od środka. Reszta tego wpisu dotyczy głównie jego.
Nosema neumanni to trzeci gatunek, opisany w 2017 roku w Ugandzie. W polskiej pasiece nie jest problemem i nie ma co sobie nim zawracać głowy, ale warto wiedzieć, że temat wciąż się rozwija.
Jest jeszcze rzecz nazewnicza. Część badaczy proponuje przenieść te gatunki do rodzaju Vairimorpha, więc formalnie spotkasz nazwę Vairimorpha ceranae. Ta zmiana jest jednak sporna, w 2024 roku ukazała się nawet praca argumentująca, że rewizja była wadliwa i wprowadza zamęt, podczas gdy inne zespoły jej bronią. Spór trwa na serio, dlatego w praktyce świat pszczelarski dalej mówi po prostu Nosema, i ja też przy tym zostaję.
Skąd się wziął ceranae
To temat, który obrósł mitami, więc warto go wyprostować. Jako naturalną infekcję u pszczoły miodnej ceranae opisano w Europie w 2006 roku, w pracach zespołu Mariana Higesa w Hiszpanii, i stąd wrażenie, że to świeży najeźdźca.
Kiedy jednak przebadano metodami molekularnymi archiwalne, zakonserwowane próbki pszczół, okazało się, że był obecny u pszczoły miodnej dużo wcześniej. Jednym z najstarszych europejskich śladów jest włoska próbka z 1993 roku, a w USA wykryto go w próbkach z połowy lat dziewięćdziesiątych. Najstarszy znany ślad w ogóle pochodzi z Brazylii, z próbek pszczół zafrykanizowanych sięgających końca lat siedemdziesiątych. Czyli nie tyle "przyszedł" w 2006 roku, ile został wreszcie zauważony, gdy pojawiły się narzędzia potrafiące odróżnić go od starej, dobrze znanej apis. Dziś ceranae jest praktycznie kosmopolityczny, a w wielu regionach, zwłaszcza cieplejszych, stał się gatunkiem dominującym. Warto przy tym pamiętać, że to, czy naprawdę wyparł apis, czy po prostu wcześniej był przeoczany, jest nadal przedmiotem dyskusji.
Co ceranae robi pojedynczej pszczole
Żeby zrozumieć, dlaczego ten pasożyt jest groźny mimo braku widocznych objawów, trzeba zejść na poziom jednej pszczoły. Zarodnik połknięty z zabrudzonym pokarmem czy wodą kiełkuje w jelicie środkowym i wstrzykuje swój materiał do komórki nabłonka. Tam się namnaża, zużywając zasoby komórki i całej pszczoły.
Skutki są wielowarstwowe i opisane w wielu badaniach, choć ich siła bywa różna w różnych pracach. Pasożyt powoduje energetyczny i odżywczy drenaż, przez co zakażona pszczoła jest stale głodna i szybciej się zużywa, a jej życie się skraca. Ceranae potrafi też hamować apoptozę, czyli naturalną śmierć zakażonych komórek jelita, dzięki czemu dłużej żyje kosztem gospodarza. Do tego dochodzi osłabienie odporności pszczoły, co otwiera drzwi innym patogenom, w tym wirusom. Chore pszczoły gorzej orientują się w locie i mają problem z powrotem do ula, a bywa, że zaczynają latać po pożytek przedwcześnie, zanim dojrzeją, co jeszcze skraca ich i tak nadwątlone życie.
Teraz połącz to w obraz rodziny: pszczoły giną szybciej i częściej nie wracają z pola. Rodzina nie pada z dnia na dzień, tylko topnieje, często bez sterty trupów przed wylotkiem, bo zbieraczki giną daleko. To właśnie ten mechanizm odpowiada za puste albo ledwie żywe ule wiosną i łatwo pomylić go z rabunkiem, zdradą matki albo słabą pogodą.
Objawy: co widać jesienią, a co wiosną
Nosemoza pokazuje się inaczej w różnych porach roku i warto znać oba jej oblicza, bo to one najczęściej każą sięgnąć po mikroskop.
Jesienią choroba działa po cichu. Rodzina, zamiast zbudować silną, zdrową pszczołę zimową, słabnie, wolniej się rozwija i wchodzi w zimę osłabiona, z pszczołą o skróconej długości życia. Przy dominującym dziś Nosema ceranae zwykle nie ma przy tym żadnej biegunki ani innego efektownego objawu, rodzina po prostu jest słabsza, niż powinna, mimo dobrych warunków. A przy mocnym porażeniu ceranae nie czeka nawet do wiosny: potrafi wyludnić rodzinę już późną jesienią, tak że zaglądasz do ula przed zimą i zastajesz garść pszczół albo pustkę na nietkniętym zapasie. To cichy sygnał, który łatwo przegapić, a który i tak zwykle mści się na wiosnę.
Wiosną przychodzi rozliczenie i to ono robi na pszczelarzu największe wrażenie. Klasyczny obraz Nosema apis to biegunka, czyli brązowe plamy kału na przedniej ściance ula i na ramkach, po długiej zimie bez oblotu, a do tego pełzające przed ulem pszczoły, niezdolne do lotu, z rozdętym odwłokiem. Ale najbardziej dramatyczny, i najczęściej mylony z czymś innym, jest widok, gdy wiosną otwierasz ul i zastajesz garść pszczoły albo wręcz pusty ul, mimo że zapas stoi nietknięty. Rodzina nie padła z głodu ani nie straciła matki, tylko wyludniła się przez zimę i przedwiośnie, bo chore, krótko żyjące pszczoły wymierały szybciej, niż matka zdążyła je zastąpić. Takie puste ule wiosną, z zapasem i czasem jeszcze żywą matką na resztce pszczoły, to jeden z najbardziej typowych, a zarazem najboleśniejszych skutków nosemozy niewychwyconej w porę.
I rzecz kluczowa, która płynie z biologii obu gatunków: stara reguła "plamy na ulu równa się nosema" jest dziś myląca. Przy ceranae możesz mieć poważny problem bez jednej plamki, i odwrotnie, mieć plamy z zupełnie innego powodu, na przykład po spadziowym zapasie, długiej zimie bez oblotu czy zwykłym przepełnieniu jelita.
Diagnostyka: oko, mikroskop, PCR
Skoro objawy mylą, trzeba zejść do konkretów. Ocena z przedniej ścianki ula to zgadywanka, bo ceranae nie daje biegunki, a biegunka nie musi oznaczać nosemy.
Dużo więcej mówi mikroskop. Rozcierasz odwłoki albo jelita próby pszczół, najlepiej trzydziestu do sześćdziesięciu starszych, lotnych osobników, robisz zawiesinę i liczysz zarodniki w komorze pod mikroskopem. Mniejsza próba zwiększa ryzyko, że trafisz obok. To pokazuje, czy zarodniki w ogóle są i jak licznie, a więc czy mówimy o śladowej obecności, czy o realnym problemie. Trzeba jednak znać granice tej metody. Po pierwsze, mikroskop nie odróżnia pewnie gatunku, bo zarodniki apis i ceranae są podobne, a ceranae jest tylko nieco mniejszy. Po drugie, potrafi przeoczyć słabe albo wczesne zakażenie: w badaniu Traver i Fell ponad połowa rodzin, które w mikroskopie wychodziły na czysto, okazała się dodatnia dla ceranae w czułym teście PCR. Dlatego ujemny wynik spod mikroskopu nie jest pełnym rozgrzeszeniem. Pewne rozróżnienie gatunku i wykrycie utajonych zakażeń daje dopiero PCR.
Do codziennych decyzji gospodarskich zwykle wystarcza ocena, czy zarodniki są i jak licznie, ale jeśli coś się nie zgadza, a mikroskop milczy, warto oddać próbkę pszczół do pracowni chorób pszczół czy laboratorium. To kilka złotych i kilka dni, a oszczędza miesięcy błądzenia.
Jest jeszcze jedno, o czym trzeba wiedzieć: sama liczba zarodników to kiepski wyznacznik powagi sprawy. Badania pokazują, że pszczoły bez objawów potrafią mieć wysokie poziomy zarodników, a chore niskie. Krążący po pasiekach próg rzędu miliona zarodników na pszczołę pochodzi jeszcze z czasów apis i zimnych zim, nie jest twardo ustalony dla ceranae, więc traktuj go jako luźną wskazówkę, a nie wyrocznię. Liczy się całość obrazu: liczba zarodników plus to, co faktycznie dzieje się z rodziną. To znów ta sama logika co przy warrozie: liczba i trend, nie zerojedynkowe "jest albo nie ma".
Cichy zabójca czy niegroźny pasażer
Tu dochodzimy do najbardziej spornego punktu, bo nauka nie mówi jednym głosem. Hiszpańska szkoła, z Higesem na czele, opisała Nosema ceranae jako cichego zabójcę powodującego powolną depopulację i upadek rodzin, zwłaszcza w cieplejszym klimacie Półwyspu Iberyjskiego. Tymczasem badacze z innych części Europy, z USA czy z krajów chłodniejszych znajdują tego samego pasożyta powszechnie, ale często bez wyraźnych szkód na poziomie rodziny. W wielu pracach ceranae występuje z podobną częstością w rodzinach zdrowych i podupadających, przez co jego rola jako samodzielnej przyczyny upadków pozostaje nierozstrzygnięta.
Najbardziej prawdopodobne wytłumaczenie jest takie, że ceranae rzadko działa w pojedynkę. Dopiero w połączeniu z innymi obciążeniami, takimi jak warroza i przenoszone przez nią wirusy, kiepskie pożytki, pestycydy czy stres, zamienia się z pasażera w realne zagrożenie. Praktyczny wniosek jest prosty i spójny z resztą tego wpisu: nie panikuj na sam widok zarodników, ale nie lekceważ ceranae, gdy idzie w parze z realnymi objawami i innymi problemami.
Ceranae a temperatura, czyli ostrożnie z prostymi wnioskami
To fragment, w którym łatwo przesadzić, więc powiem ostrożnie. W warunkach laboratoryjnych ceranae namnaża się lepiej w wyższych temperaturach, a jego zarodniki kiepsko kiełkują w chłodzie. W badaniach Gisder i współpracowników z 2010 roku w temperaturze około czterech stopni kiełkowało około osiemdziesięciu procent zarodników Nosema apis, ale tylko około dziesięciu procent zarodników ceranae. Zarodniki ceranae są też uznawane za wrażliwe na mróz. To wszystko pasuje do obrazu, w którym ceranae zbiera największe żniwo w ciepłym klimacie.
Trzeba jednak uczciwie dodać, że dane z terenu bywają sprzeczne. Są prace, w których to chłodniejsze warunki szły w parze z wyższym nasileniem nosemy, więc proste równanie "im cieplej, tym gorzej" jest nadużyciem. Dlatego traktuję związek z klimatem jako prawdopodobny, ale nierozstrzygnięty. Jedno jest praktyczne i dobrze potwierdzone: skoro zarodniki ceranae nie znoszą mrozu, to wymrożenie pustych plastrów i sprzętu realnie ogranicza ich liczbę, i do tego wrócę przy dezynfekcji.
Skoro nie ma leku, to co realnie robić
Zacznijmy od twardego faktu: w Polsce i całej Unii Europejskiej nie ma zarejestrowanego leku na nosemozę. Fumagilina, jedyny środek historycznie stosowany, nie ma w UE dopuszczonej postaci, między innymi z powodu toksyczności dla ludzi i pozostałości w miodzie. Preparaty na jej bazie są dopuszczone w USA czy Kanadzie, ale nie u nas. Do tego jej skuteczność wobec Nosema ceranae jest wątpliwa: badania Huanga i współpracowników z 2013 roku pokazały, że w niskich, spadających stężeniach po zabiegu ceranae potrafi namnożyć się mocniej niż w rodzinie nieleczonej, czyli środek w niewłaściwym stężeniu podkręca pasożyta.
Muszę też uczciwie odnieść się do praktyki, o której się szepcze: część pszczelarzy sięga po preparaty fumagilinowe przeznaczone dla ptaków, na przykład dla gołębi, i stosuje je u pszczół z drugiej ręki. Rozumiem pokusę, ale powiem wprost, że to droga ryzykowna. Po pierwsze, to stosowanie środka poza przeznaczeniem w zwierzętach produkujących żywność, więc pod względem prawnym i pozostałości w miodzie stąpasz po cienkim lodzie. Po drugie, dawkowanie z produktu dla gołębi nijak nie jest ustalone dla pszczół. Po trzecie, skuteczność wobec dzisiejszego ceranae jest niepewna. Lepiej włożyć energię w gospodarkę, która działa i nie zostawia problemów w słoiku.
Co więc zostaje i naprawdę pomaga?
Wymiana matki i wzmocnienie rodziny. Silna, prężnie rozwijająca się rodzina z młodą matką radzi sobie z nosemozą znacznie lepiej niż osłabiona z podupadłą matką. Podmiana matki potrafi zawrócić trend, bo świeży zastrzyk czerwiu i energii rozcieńcza problem.
Dobre warunki zimowli i dobry zapas. Nosemozie sprzyja wszystko, co obciąża jelito i wydłuża okres bez oblotu: kiepski, spadziowy zapas, wilgoć w ulu, słaba, zestresowana rodzina. Wszystko, co pisałem o dobrej zimowli, czyli zdrowa pszczoła, dobry czysty zapas, sucha wentylacja i siła rodziny, jest jednocześnie profilaktyką nosemozy.
Trzymanie w ryzach warrozy. Skoro ceranae najmocniej szkodzi w duecie z warrozą i wirusami, to kontrola warrozy jest pośrednio także walką z nosemozą.
Co ze wsparciem naturalnym
Tu jest miejsce na rzeczy, które w badaniach dają obiecujące, choć nie cudowne wyniki, głównie w warunkach klatkowych i laboratoryjnych. Warto je znać, ale traktować jako wsparcie, a nie lek.
Dodatki ziołowe i olejki w pokarmie. Tymol podawany w syropie zakażonym pszczołom obniżał liczbę zarodników i poprawiał ich kondycję oraz odporność. Podobne, zachęcające wyniki notowano dla karwakrolu z oregano, tymianku, cząbru czy resweratrolu. Jest jednak ważne zastrzeżenie: tymol podany zdrowym pszczołom potrafi im zaszkodzić, więc nie chodzi o lanie go profilaktycznie w ciemno, tylko o wsparcie rodziny, która realnie ma problem.
Warto rozróżnić dwie sytuacje. Silne, ostre dodatki jak tymol zostaw dla rodzin, które faktycznie mają problem. Natomiast łagodne preparaty ziołowe i garbnikowe można podawać profilaktycznie w pokarmie, właśnie po to, żeby wesprzeć jelito pszczoły w okresach, gdy presja nosemy rośnie, czyli jesienią przed zimą i wiosną na rozruch. To rozsądny element gospodarki, o ile traktujesz go jak profilaktykę, a nie jak kurację ratunkową.
Preparaty na bazie kory dębu, czyli Nozevit i podobne. Osobną, popularną w Polsce kategorią są gotowe preparaty oparte na polifenolach roślinnych, przede wszystkim na wyciągu z kory dębu, z Nozevitem na czele. Działają garbnikami, czyli taninami, które wiążą białka i tworzą ochronną warstwę na nabłonku jelita, utrudniając pasożytowi zadomowienie się. Powiem uczciwie, czym to jest, a czym nie: to nie jest lek i nie wyleczy zaawansowanej nosemozy, a sam producent tego nie obiecuje, bo badania pokazują raczej ograniczenie liczby zarodników niż ich usunięcie. Ma jednak dwie realne zalety: nie zostawia pozostałości w miodzie i nie ma okresu karencji, więc nadaje się do rutynowej profilaktyki. Podaje się go w syropie, orientacyjnie rzędu kilku mililitrów na litr, dodając do zakarmiania zimowego albo do podkarmiania rozczerwiającego, a przy mocniejszym porażeniu częściej, bywa też podawany jako oprysk na pszczoły. Traktuję takie preparaty jako element profilaktyki i wsparcia rodziny, a nie jako buteleczkę, która sama załatwi sprawę.
Zakwaszony pokarm. Nosema to pasożyt jelita, a część pszczelarzy podaje lekko zakwaszony pokarm, na przykład syrop z niewielkim dodatkiem kwasku, licząc na mniej sprzyjające środowisko dla pasożyta. Tu jednak uwaga, bo to samo zastrzeżenie co przy zimowli: nie inwertuj cukru kwasem na gorąco, bo wyprodukujesz HMF, który truje pszczoły. Jeśli już kombinujesz z zakwaszaniem, to na zimno, ostrożnie i nie na zapas zimowy, tylko na pobudkowe karmienie wiosenne, które pszczoła szybko zużyje.
Kwas mrówkowy przy okazji warrozy. Mrówkowy stosowany na warrozę zakwasza gniazdo i bywa, że przy okazji nie sprzyja nosemie. Nie jest to jego zarejestrowane ani pewne wskazanie i nie traktuj go jako leku na nosemę, ale to jeden z tych efektów ubocznych dobrej gospodarki, które grają na Twoją korzyść.
Co robić ze sprzętem i plastrami
Skoro nie ma tabletki, higiena sprzętu jest jednym z filarów walki z nosemozą, a w polskiej praktyce to temat dobrze ograny. Zarodniki gromadzą się w starych plastrach, na ramkach, w ulu i na drobnym sprzęcie, a chore pszczoły zanieczyszczają gniazdo odchodami. Między rodzinami pasożyt wędruje też na pszczołach, które błądzą i rabują, oraz na przenoszonym z ula do ula sprzęcie, więc odcięcie rodziny od tego rezerwuaru jest kluczowe.
Wymiana plastrów. To najważniejszy i najlepiej udokumentowany zabieg, przede wszystkim przy Nosema apis, i w polskich zaleceniach mówi się o wymianie nawet połowy plastrów rocznie. Przy ceranae skuteczność klasycznych metod jest słabiej udowodniona, ale świeży, jasny wosk i tak gra na korzyść rodziny. Stare, ciemne plastry, zwłaszcza starsze niż dwa, trzy lata, idą do przetopu, a nie z powrotem do ula.
Odkażanie pustych plastrów. Klasyczną polską metodą jest fumigacja przechowywanych plastrów parami lodowatego kwasu octowego, która niszczy przetrwalniki nosemy, a przy okazji stadia barciaka. Robi się to w szczelnej skrzyni albo ulu, z dala od ludzi, i trzeba potem dobrze wywietrzyć, bo opary są żrące. Część pszczelarzy od tej metody odchodzi jako uciążliwej i stawia po prostu na przetapianie starej woszczyny. Darmowym sprzymierzeńcem jest też mróz: zarodniki ceranae źle znoszą niskie temperatury, więc wymrożenie pustych plastrów zimą realnie obniża ich liczbę.
Odkażanie uli i ramek. Drewniane ule i ramki warto opalić płomieniem palnika gazowego, zwłaszcza wnętrze ula, przed zasiedleniem nowej rodziny. Do dezynfekcji przy nosemozie stosuje się też formalinę w rozcieńczeniu rzędu trzech procent. Ule styropianowe oskrobuje się i myje gorącą wodą z detergentem, a zewnętrzne ściany po oczyszczeniu odmalowuje.
Przesiedlenie na czysty sprzęt w cięższych przypadkach. Przeniesienie rodziny na odkażone, świeże plastry to radykalniejsza wersja wymiany wosku, przydatna, gdy zakażenie jest mocne.
Drobny sprzęt, ręce i odzież. Dłuto, miotełkę i inne narzędzia myj po pracy gorącą wodą, z dodatkiem spirytusu albo gotowego środka do dezynfekcji. Odzież pasieczną okresowo pierz w gorącej wodzie i susz na słońcu. To drobiazgi, ale to właśnie na nich przenosi się zarodniki z ula do ula.
Pasieczysko. Miejsca pod wylotkami, gdzie pszczoły się oblatują i zostawiają odchody, dobrze raz w roku posypać wapnem palonym albo podlać mlekiem wapiennym.
Zbierając to w jedno zdanie: skoro nie ma leku, to czysty, często wymieniany wosk, odkażony sprzęt i silne rodziny są Twoim lekiem.
Kiedy naprawdę się tym przejmować
Nosema, zwłaszcza ceranae, jest w pasiekach powszechna, a śladowa obecność zarodników nie oznacza od razu katastrofy. Problemem staje się dopiero wtedy, gdy nasilenie jest wysokie i idzie w parze z realnymi objawami: słabym rozwojem wiosennym, topnieniem rodzin, gorszymi zbiorami mimo dobrych warunków.
I odwrotnie, jeśli rodziny rozwijają się dobrze i dają miód, a Ty nakręcasz się nosemozą tylko dlatego, że zobaczyłeś kilka plam na ulu po długiej zimie, to prawdopodobnie panika na wyrost. Zajrzyj do zapasu, sprawdź warunki, ewentualnie oddaj próbkę do zbadania, ale nie rób z igły wideł.
Ciekawostki i kontrowersje
Lek, który potrafi pogorszyć sprawę. Wspomniany wyżej efekt opisany przez Huanga jest na tyle zaskakujący, że wart powtórzenia: fumagilina w spadającym po zabiegu stężeniu potrafi rozkręcić ceranae mocniej niż w rodzinie w ogóle nieleczonej. To jeden z powodów, dla których pogoń za nią jest dziś podważana nawet tam, gdzie jest legalna.
Był tu, zanim go zauważyliśmy. Archiwalne próbki pokazały ceranae u pszczoły miodnej lata, a nawet dekady przed jego oficjalnym opisaniem w 2006 roku: w Europie sięgają 1993 roku, a najstarsze znane ślady, z Brazylii, końca lat siedemdziesiątych. To dobra lekcja pokory: brak wykrycia nie znaczy brak obecności, a nowe narzędzia potrafią zmienić obraz choroby.
Pasożyt, który boi się mrozu. W świecie, w którym większości chorób sprzyja wszystko, ceranae jest nietypowy, bo to jego własne zarodniki kiepsko znoszą niskie temperatury. To rzadki przypadek, w którym sroga zima bywa sprzymierzeńcem pszczelarza, a łagodna, ciepła zima raczej mu nie pomaga.
Nosema, która nie brudzi. Klasyczny obraz nosemozy to biegunka na ulu, ale dzisiejszy dominujący ceranae zwykle jej nie daje. Dlatego najgroźniejszy jest nie wtedy, gdy go widać, tylko wtedy, gdy go nie widać.
Najczęstsze błędy
Diagnoza z plam na ulu. Biegunka to nie dowód nosemozy, a jej brak to nie dowód zdrowia. Pewność daje dopiero mikroskop, a gatunek PCR.
Zaufanie jednemu ujemnemu wynikowi spod mikroskopu. Mikroskop przeocza część utajonych zakażeń ceranae. Jeśli coś się nie zgadza, a mikroskop milczy, zleć PCR.
Diagnoza z jednej liczby zarodników. Bezobjawowe pszczoły miewają wysokie poziomy, a chore niskie. Liczy się liczba plus kondycja i trend rodziny.
Kombinowanie z preparatami dla ptaków. Fumagilina z produktów dla gołębi to stosowanie poza przeznaczeniem, ryzyko pozostałości w miodzie i niepewna skuteczność wobec ceranae. Lepiej postawić na gospodarkę.
Odpuszczanie wymiany plastrów i dezynfekcji. Stare, brudne plastry i nieodkażony sprzęt to magazyn i nośnik zarodników. Bez świeżego wosku i czystego sprzętu każde inne działanie jest połowiczne.
Źródła i dalsza lektura
Higes M., Martin-Hernandez R., Meana A. (2010). Nosema ceranae in Europe: an emergent type C nosemosis. Apidologie. Odmienny, mniej objawowy przebieg nosemozy wywołanej przez ceranae.
Fries I. (2010). Nosema ceranae in European honey bees (Apis mellifera). Journal of Invertebrate Pathology. Biologia, epidemiologia i diagnostyka, w tym próbki archiwalne, hipoteza przeskoku z Apis cerana i ograniczenia mikroskopii.
Fries I. (1988). Comb replacement and Nosema disease in honey bee colonies. Apidologie 19: 343-354. Klasyczne potwierdzenie roli wymiany plastrów.
Gisder S. i wsp. (2010). Appl. Environ. Microbiol. Wpływ temperatury na kiełkowanie zarodników: ok. 80 proc. apis wobec ok. 10 proc. ceranae w 4 st. C.
Prace terenowe wiążące nasilenie nosemy z temperaturą, w tym takie, w których wyższe nasilenie szło w parze z chłodniejszymi warunkami (m.in. Retschnig i wsp. 2017). Podstawa ostrożności przy wnioskach o klimacie.
Traver B.E., Fell R.D. (2011). Ograniczenia mikroskopii: ponad połowa rodzin ujemnych w mikroskopie była dodatnia w PCR na ceranae.
Huang W.F. i wsp. (2013). Nosema ceranae escapes fumagillin control in honey bees. PLoS Pathogens. Nawrót ceranae po spadku stężenia fumagiliny.
Chemurot M. i wsp. (2017). Nosema neumanni n. sp. u Apis mellifera w Ugandzie. European Journal of Protistology. Podstawa wzmianki o trzecim gatunku.
Teixeira i wsp. (2013). Nosema ceranae w archiwalnych próbkach pszczół zafrykanizowanych w Brazylii sięgających końca lat siedemdziesiątych. Podstawa informacji o najstarszych śladach.
Tokarev Y.S. i wsp. (2020) oraz polemika z 2024 roku o wadliwości rewizji rodzajów Nosema i Vairimorpha. Tło sporu nazewniczego.
Prace nad tymolem i resweratrolem w ograniczaniu Nosema ceranae, z zastrzeżeniem o szkodliwości tymolu dla zdrowych pszczół (m.in. Insects 2022, PLOS One 2020).
Materiały o preparatach z polifenolami roślinnymi na bazie kory dębu (Nozevit, Apivita) oraz badania nad ograniczaniem liczby zarodników Nosema (m.in. Uniwersytet w Zagrzebiu). Podstawa części o wsparciu garbnikowym, z zastrzeżeniem, że to wsparcie, nie lek.
Państwowy Instytut Weterynaryjny w Puławach (Zakład Chorób Pszczół), wojewódzkie związki pszczelarskie oraz miesięcznik Pszczelarstwo. Polskie zalecenia dotyczące dezynfekcji sprzętu, fumigacji plastrów kwasem octowym, opalania, formaliny i wymiany wosku.
Komentarze (0)
Brak komentarzy - bądź pierwszy!