Dobra zimowla zaczyna się teraz
O zimowli myśli się zwykle wtedy, gdy jest już za późno, czyli w listopadzie, przy pierwszych chłodach, kiedy człowiek zagląda pod daszek i liczy, czy pszczoły dadzą radę. Tymczasem o tym, czy rodzina przezimuje, decyduje się latem i wczesną jesienią. Zima tylko wystawia rachunek za to, co zrobiłeś albo czego nie zrobiłeś w sierpniu i wrześniu. Dlatego jeśli czytasz to w drugiej połowie lata, to jest dokładnie ten moment, żeby zająć się zimowlą, a nie odkładać ją na potem.
Ten wpis to praktyczna lista tego, co składa się na udane zimowanie, ułożona w kolejności, w jakiej realnie się tym zajmuję. Zdradzę od razu, że najważniejsze nie jest wcale to, o czym mówi się najgłośniej, czyli cukier. Najważniejsza jest zdrowa pszczoła zimowa z porządnym ciałem tłuszczowym, a to spina się z dwiema rzeczami: z warrozą i z pyłkiem.
Krok pierwszy: warroza, zanim urodzi się pszczoła zimowa
Pszczoła zimowa różni się od letniej. Żyje nie sześć tygodni, tylko kilka miesięcy, dociąga rodzinę do wiosny i rusza z pierwszym czerwiem. Powstaje w sierpniu i wrześniu, a przy dzisiejszych ciepłych jesieniach nawet w październiku.
Jeśli to pokolenie wygryza się osłabione przez warrozę i obciążone wirusami, żadne dokarmianie ani ocieplanie już tego nie naprawi. Dlatego pierwszym krokiem do dobrej zimowli nie jest syrop ani ocieplenie, tylko rozprawienie się z roztoczem, zanim urodzi się pszczoła zimowa. Jak i kiedy, opisałem osobno przy leczeniu warrozy. Tu wystarczy zasada: najpierw warroza, potem reszta. Kolejność ma znaczenie, bo dokarmianie chorej rodziny to wyrzucanie cukru w błoto.
Krok drugi: pyłek, pierzga i ciało tłuszczowe, czyli prawdziwy fundament
I tu dochodzimy do rzeczy, o której mówi się stanowczo za rzadko, a która decyduje o wszystkim. To nie cukier robi pszczołę zimową, tylko białko. Pszczoła zimowa to owad z rozbudowanym ciałem tłuszczowym i wysokim poziomem witelogeniny, czyli białkowego magazynu, który u pszczoły pełni rolę zapasu, wsparcia odporności i paliwa do wiosennego karmienia larw. Rodzina, która wchodzi w zimę z pszczołami o dobrze rozwiniętym ciele tłuszczowym, przezimuje niemal wszystko. Rodzina z pszczołami wychudzonymi białkowo nie przezimuje nawet w łagodną zimę, choćby cukru miała pod korek.
Ciało tłuszczowe buduje się z pyłku i pierzgi. Młode pszczoły późnego lata i wczesnej jesieni muszą mieć dostęp do obfitego pyłku, żeby wyrobić ten zapas. Jeśli w tym okresie pyłku brakuje, dostajesz pokolenie zimowe biedne białkowo, i to jest cichy powód wielu upadków, które potem tłumaczy się mrozem albo warrozą. Dlatego jesienią pilnuję, żeby rodzina miała zapas pierzgi w gnieździe. Nie ogałacam gniazda z pyłku, a jeśli sezon jest pod tym względem chudy, wspieram rodziny pokarmem białkowym. Ciekawostka na marginesie: nawłoć, której miód jest kłopotliwy na zimę, daje jednocześnie świetny, obfity pyłek, więc jako źródło białka na pszczołę zimową jest bezcenna.
Jest tu jeszcze mechanizm, który łączy zimowlę z walką z warrozą, a mało kto to wiąże. To, czy pszczoła zostanie krótko żyjącą letnią, czy długowieczną zimową, zależy w dużej mierze od tego, czy pracowała jako karmicielka. Pszczoła, która intensywnie karmi czerw, zużywa swoje ciało tłuszczowe na produkcję mleczka i staje się krótkowieczna. Pszczoła, która nie ma kogo karmić, bo czerwiu jest mało, zachowuje ciało tłuszczowe i przechodzi w formę długowieczną. Dlatego naturalne wygaszanie czerwienia jesienią sprzyja powstawaniu dobrej pszczoły zimowej. I tu po raz kolejny wraca izolacja matki: sztuczna przerwa w czerwieniu nie tylko dusi warrozę, ale odciąża młode pszczoły od karmienia, pozwalając im zachować ciało tłuszczowe i wejść w zimę jako pełnowartościowe pszczoły zimowe. Jedno narzędzie, dwie korzyści.
Krok trzeci: zapasy energii, ile
Dopiero gdy masz zdrową, dobrze odżywioną białkowo pszczołę, ma sens myślenie o cukrze. Rodzina musi wejść w zimę z solidnym zapasem energii, orientacyjnie kilkunastu kilogramów, ale konkretną ilość dobierasz do siły rodziny i typu ula.
Moja zasada jest prosta: lepiej dać za dużo niż za mało. Głód zimą to najgłupszy sposób na stratę rodziny, a nadmiar zapasu nie jest stracony. Jeśli wiosną w gnieździe zostaje niewykorzystany zapas, po prostu wycofujesz te ramki i wykorzystujesz je do zasilenia odkładów czy słabszych rodzin w nowym sezonie. Zapas w dobrym plastrze to gotowy kapitał na start, więc nie ma powodu skąpić jesienią z obawy o marnotrawstwo.
Krok czwarty: jaki cukier i jak go podać
Do zimowania nadaje się cukier biały albo gotowy syrop inwertowy. Na obu rodziny zimują dobrze. Nie mylmy jednak syropu zimowego z rzadkim syropem 1:1: ten rzadki służy do pobudzania matki do czerwienia, wiosną i w letniej dziurze pożytkowej, a nie do zimowli. Zapas zimowy dajesz gęsty, żeby pszczoła miała mało wody do odparowania i szybko go zasklepiła.
Przy okazji sprawa, którą łatwo uprościć w złą stronę: pobudzanie w okresie produkcji pszczoły zimowej. Jeśli w drugiej połowie lata trafi się dziura pożytkowa, a matka w reakcji na brak nektaru przyhamuje czerwienie, należy pobudzać rodzinę rzadkim syropem, żeby czerwiła obficie mniej więcej od połowy lipca do końca sierpnia. To jest właśnie okno, w którym powstaje pokolenie zimowe, więc jeśli matka w tym czasie zwolni, zostaniesz z za małą liczbą pszczoły zimowej, a tego ani pyłek, ani gęsty zapas potem nie nadrobią. Rzadki syrop podtrzymuje czerwienie, a pyłek decyduje o jakości tych pszczół, i jedno bez drugiego nie zadziała. Dopiero po tym oknie, na przełomie sierpnia i września, zmieniasz tryb i zalewasz gniazda gęstym zapasem zimowym.
Jest tu jednak jeden twardy warunek: cukrem pobudzasz wyłącznie po zdjęciu miodu towarowego. Dopóki na ulu stoją nadstawki albo zapas mógłby trafić do miodu na sprzedaż, syropu nie podajesz, bo to fałszuje miód. Krótko mówiąc, pobudzanie w bezpożytkowej dziurze po ostatnim miodobraniu jest jak najbardziej na miejscu, a niedopuszczalne wtedy, gdy jeszcze zbierasz miód.
Teraz sprawa zakwaszania, bo tu krąży sporo nieporozumień. Lekkie zakwaszenie pokarmu jest pomocne, bo przybliża go do naturalnego, kwaśnego odczynu nektaru i jest łagodniejsze dla jelita pszczoły. Ale jest jeden warunek, którego złamanie zamienia pomoc w truciznę: nie gotuj cukru z kwasem. Rozkład sacharozy kwasem w wysokiej temperaturze produkuje HMF, czyli hydroksymetylofurfural, który jest toksyczny dla pszczół, a szczególnie groźny dla długowiecznej pszczoły zimowej, bo działa tym mocniej, im dłużej owad go pobiera. Badania są tu zgodne: sacharoza rozłożona kwasem na gorąco jest szkodliwa, w odróżnieniu od rozłożonej enzymatycznie. Wniosek jest prosty. Chcesz lekko zakwasić pokarm, zrób to na zimno i z umiarem. Chcesz cukru inwertowanego, kup inwert enzymatyczny, a nie inwertuj sam kwasem na kuchence.
Ile dać i jaki inwert wybrać
Skoro jesteśmy przy cukrze, dwie praktyczne sprawy: ile tego dać i czym różnią się inwerty na rynku.
Ile. Przelicznik jest prosty. Przyjmij, że jeden kilogram cukru, rozpuszczony i zmagazynowany, daje mniej więcej jeden kilogram zapasu, przy czym trochę cukru pszczoła zużyje na samo przerobienie, więc dawaj z lekkim naddatkiem. Litr gotowego inwertu to z grubsza odpowiednik jednego kilograma cukru, bo taki syrop ma około 72 do 75 procent cukru. Czyli jeśli celujesz w kilkanaście kilogramów zapasu zimowego na rodzinę, potrzebujesz mniej więcej tyle samo kilogramów cukru w postaci gęstego syropu, czyli klasyczne trzy części cukru na dwie części wody, albo mniej więcej tyle samo litrów gotowego inwertu. Poniżej dziesięciu stopni pszczoła i tak nie weźmie płynnego pokarmu, więc awaryjnie zostaje ciasto albo fondant nad kłębem.
Jaki inwert. I tu rzecz, o której mówi się rzadko, a która ma znaczenie: inwerty nie są sobie równe, bo różni się to, z czego są zrobione. Najlepszy na zimę jest inwert na bazie sacharozy, czyli zrobiony enzymatycznie z cukru buraczanego albo trzcinowego. Zawiera wyłącznie cukry, które pszczoła w pełni trawi, czyli glukozę, fruktozę i resztę sacharozy, ma niskie HMF i nie krystalizuje w plastrze. Gorszym wyborem, mimo że często tańszym, są inwerty skrobiowe, produkowane z kukurydzy albo pszenicy, czyli syropy glukozowo-fruktozowe. Zawierają maltozę i złożone oligosacharydy, których pszczoła trawi z trudem albo wcale, co obciąża jelito i sprzyja biegunce w długą zimę, a do tego chętniej krystalizują w komórkach, zostawiając rodzinę z zapasem, do którego nie dojdzie. Prosta zasada: na zimę wybieraj inwert sacharozowy, nie skrobiowy, a jeśli masz wątpliwości, zwykły biały cukier zawsze jest bezpieczny.
To prowadzi wprost do dwóch mitów, które warto obalić.
Mit pierwszy: cukier trzeba samemu inwertować, bo pszczoła nie strawi sacharozy. Nieprawda. Pszczoła ma własny enzym, inwertazę, i rozkłada sacharozę bez trudu, robi to zresztą z każdym nektarem. Nie musisz jej w tym wyręczać, a już na pewno nie kwasem na gorąco, bo tak produkujesz tylko HMF. Zwykły syrop z białego cukru jest w pełni w porządku.
Mit drugi: inwert jest zdrowszy i lepszy na zimę niż zwykły cukier. To głównie marketing. Kontrolowane badania nie wykazały, żeby rodziny zimowane na inwercie sacharozowym wypadały lepiej niż zimowane na zwykłej sacharozie, a inwert jest droższy. Jego realne przewagi są praktyczne, nie zdrowotne: jest gotowy do użycia i nie krystalizuje, co ma znaczenie przy późnym, chłodnym dokarmianiu i przy pożytkach krystalizujących jak nawłoć. Zastrzeżenie jest jedno i już je znasz: dotyczy to inwertu sacharozowego, bo skrobiowy potrafi zimowlę wręcz pogorszyć.
Zioła w pokarmie, czyli stara szkoła z sensem
Dodawanie ziół do zimowego pokarmu to praktyka z długą tradycją, i akurat ta ma w sobie racjonalne jądro. Klasyk to napar z liści albo kory dębu, bogaty w garbniki, które ściągają jelito i od pokoleń uchodzą za pomoc przy biegunce i nosemie. Do tego pszczelarze stosują wrotycz, glistnik jaskółcze ziele, piołun czy krwawnik, którym przypisuje się działanie przeciwpasożytnicze i wspierające jelito. Naukowe potwierdzenie części z tych ziół jest skromne i pochodzi głównie z badań nad olejkami takimi jak tymol czy karwakrol, które faktycznie potrafią wspierać zakażone pszczoły. Traktuję zioła jako rozsądny, tani dodatek wspierający, podawany z umiarem, a nie jako lek. Kluczowe słowo to umiar, bo nawet dobry olejek podany zdrowym pszczołom w nadmiarze potrafi zaszkodzić.
Późne pożytki: nawłoć i wrzos
Osobny przypadek, w którym rachunek ekonomiczny bywa mylący. Miód z nawłoci i wrzosu szybko krystalizuje w plastrze, a skrystalizowanego zapasu pszczoły zimą nie potrafią wykorzystać, więc rodzina może zginąć z głodu na pełnym plastrze. Wrzos jest dodatkowo galaretowaty i trudny do odebrania. Do tego późny pożytek zbiega się z chłodami, w których pszczoła słabo przerabia i odparowuje zwykły syrop.
Dlatego przy późnych pożytkach często najrozsądniej jest odebrać taki miód i dołożyć parę złotych na kupny inwert. Dostajesz zapas, który nie krystalizuje jak nawłoć, jest bezpieczny pod względem HMF, bo inwertowany enzymatycznie, i który pszczoły magazynują bez przerabiania, mimo że robi się już chłodno. To jeden z tych wydatków, które zwracają się przezimowanymi rodzinami.
Kiedy już przechodzisz do zapasu zimowego, dokarmiaj sprawnie i w miarę wcześnie, żeby pszczoła zdążyła go zagospodarować i zasklepić przed chłodami. Ale co ważniejsze, zalewanie gniazda gęstym zapasem ma jeszcze jedno, często niedoceniane zadanie: zalane plastry ograniczają matce miejsce do czerwienia i pomagają wygasić późny czerw. A o to właśnie chodzi na tym etapie, bo młode pszczoły, które nie muszą już karmić larw, zachowują ciało tłuszczowe i przechodzą w formę zimową, a rodzina wchodzi w zimę bez zbędnego, późnego czerwiu, w którym i tak mnożyłaby się warroza. Gęsty zapas na koniec sezonu to więc nie tylko spiżarnia, ale i narzędzie do zamknięcia czerwienia we właściwym momencie.
Siła rodziny i gniazdo, czyli obalamy jeden mit
Zimują lepiej rodziny silne, bo mają lepszy stosunek pszczół do powierzchni, którą utrzymują. Jesienią zwykle lepiej połączyć dwie słabe rodziny w jedną porządną niż liczyć, że obie jakoś przetrwają. Sentyment kosztuje tu straty.
Ale muszę rozprawić się z mitem, bo powtarza się go jak mantrę: że gniazdo trzeba idealnie dopasować do siły rodziny, plaster w plaster. Owszem, ciasne gniazdo ma zalety, ale to nie jest kwestia życia i śmierci, jak się ją maluje. W naturze pszczoły zimują w dziuplach, które rzadko są idealnie dopasowane, i dają radę, choć nie zawsze w najbardziej optymalnych warunkach. Trochę większa przestrzeń nie jest wyrokiem. Co ciekawe, w ciaśniejszym gnieździe łatwiej gromadzi się dwutlenek węgla, który pszczoły dobrze znoszą, a który wręcz ułatwia im spokojne przetrwanie, obniżając ich aktywność. Rzeczą, która naprawdę decyduje, nie jest więc idealne zwężenie, tylko coś innego: wentylacja i gospodarka wilgocią.
Wilgoć, czyli co naprawdę zabija, i lekcja z natury
Zacznę od sprostowania, bo w tym temacie krąży sporo półprawd, także takich, które sam wcześniej powtarzałem. Zimą pszczół nie zabija wilgoć jako taka. Pszczoła wyewoluowała w wilgotnej dziupli i wysoką wilgotność znosi dobrze, a nawet jej potrzebuje. Zabija ją co innego: zimna woda skraplająca się na powałce i kapiąca wprost na kłąb. Mokra pszczoła traci izolację z włosków i nie utrzyma ciepła. Chodzi więc nie o to, żeby z ula wygonić całą parę, tylko o to, żeby skroplona woda nie leciała na pszczoły.
Warto zobaczyć, jak rozwiązała to natura, bo działa to inaczej, niż się często słyszy. Dziupla ma grube ściany o dużej pojemności cieplnej, które utrzymują wnętrze cieplej i stabilniej. Wilgotne, ciepłe powietrze znad kłębu unosi się do góry, a tam, gdzie trafi na chłodniejsze ściany boczne, skrapla się i spływa po nich w dół, z dala od pszczół, zamiast kapać na kłąb. Do tego dziupla ma zwykle jeden mały wylotek u dołu i żadnej wentylacji górnej, więc ciepło i wilgoć w dużej mierze zostają w środku, co pszczołom służy.
I teraz sprostowanie, na które sam się nabrałem: propolisowa wyściółka dziupli nie odprowadza wilgoci na zewnątrz, jest wręcz odwrotnie. Propolis to żywica o bardzo niskiej przepuszczalności dla pary wodnej, czyli w praktyce warstwa wodoszczelna, bariera dla wilgoci. Pszczoły wyściełają nią ściany nie po to, żeby wypuszczać parę, tylko żeby uszczelnić szczeliny, zabezpieczyć drewno przed gniciem i grzybami oraz odciąć przeciągi. Rolę bufora wilgoci pełni raczej sam plaster, zwłaszcza stary plaster czerwiowy z oprzędami, który jest higroskopijny i wyrównuje wahania wilgotności.
Ul nie ma tego wszystkiego tak dobrze poukładanego. Ma cienkie ściany i powałkę, które szybko się wychładzają, więc para skrapla się na zimnym suficie i kapie prosto w dół, na kłąb. To jest ten zabójca. I stąd biorą się dwie szkoły, o których piszę niżej: albo odprowadzasz parę wentylacją, albo mocno izolujesz górę, żeby sufit został ciepły, a skropliny tworzyły się na ściankach i spływały w dół, a nie kapały na pszczoły. Obie drogi mają jeden cel: nie dopuścić, żeby woda leciała na kłąb. Czego na pewno nie wolno robić, to zamknąć rodzinę w zimnym, szczelnym pudle bez żadnego z tych rozwiązań, bo wtedy dostajesz najgorsze połączenie, czyli zimny sufit i skropliny wprost na pszczołach.
Jak naprawdę działa kłąb, kilka faktów
Zrozumienie, co dzieje się w kłębie, zmienia sposób, w jaki prowadzisz zimowlę. Kilka rzeczy, które warto wiedzieć.
Pszczoły nie hibernują, one grzeją. W odróżnieniu od większości owadów pszczoły zimą nie zapadają w odrętwienie. Zbijają się w kłąb i aktywnie produkują ciepło, drgając mięśniami skrzydeł bez poruszania nimi, czyli dygocząc. Ciepło wytwarzają głównie pszczoły w rdzeniu kłębu. To znaczy, że rodzina przez całą zimę pracuje i spala zapas, a nie śpi.
Rdzeń ciepły, płaszcz na granicy. Kłąb ma dwie warstwy. Zewnętrzny płaszcz jest zbity tak ciasno, że włoski pszczół splatają się w izolującą warstwę, a jego temperatura utrzymuje się tuż powyżej granicy odrętwienia, czyli okolic 8 do 10 stopni. Rdzeń jest znacznie cieplejszy: bez czerwiu około 20 stopni, a gdy pojawia się czerw, aż 34 do 35 stopni, pilnowane z aptekarską dokładnością. Pszczoły z chłodnego płaszcza i ciepłego rdzenia nieustannie się wymieniają miejscami.
Kłąb wędruje w górę. W miarę jak pszczoły zjadają zapas, kłąb przesuwa się jak jedna bryła, zwykle ku górze i w bok, za ciepłem i za zapasem. Dlatego zapas powinien być nad kłębem i po bokach, a nie gdzieś z boku ula, bo tam pszczoły w mróz do niego nie dojdą.
Głód na pełnym plastrze, czyli izolacja pokarmowa. To jedna z najbardziej zdradliwych rzeczy w zimowli. W silny mróz kłąb nie rozerwie się, żeby przejść przez pusty plaster do zapasu leżącego kilka centymetrów dalej. Rodzina potrafi zginąć z głodu, mając w ulu kilka kilogramów miodu, tyle że nie tam, gdzie akurat siedzi. Dlatego układ zapasu wokół kłębu jest równie ważny jak jego ilość.
Najgroźniejszy jest nie środek zimy, tylko przedwiośnie. Wbrew intuicji rodzina zużywa najmniej zapasu w środku zimy, gdy jest bezczerwiowa i spokojna. Zużycie strzela w górę dopiero późną zimą i wczesną wiosną, gdy matka rusza z czerwiem, bo rdzeń trzeba wtedy trzymać w 34 stopniach. To dlatego najwięcej rodzin przymiera głodem nie w styczniu, ale w lutym i marcu, często tuż przed pierwszym pożytkiem. Kontrola zapasu na przedwiośniu ratuje więcej rodzin niż jesienne dokarmianie.
Oblot oczyszczający. Pszczoła zimą nie załatwia się w ulu. Trzyma kał w rozdętym jelicie prostym przez tygodnie, czekając na cieplejszy dzień, w okolicach dziesięciu stopni, żeby wylecieć i się oczyścić. Jeśli zapas jest ciężkostrawny, na przykład spadziowy, jelito przepełnia się szybciej i grozi biegunką w ulu, zanim przyjdzie okazja do oblotu. To domyka wątek o czystym zapasie: chodzi nie tylko o energię, ale o to, żeby pszczoła dotrwała do oblotu bez przepełnienia jelita.
Ochrona przed intruzami
Późną jesienią, gdy pszczoła siada w kłębie i słabiej broni wejścia, do ula ciągną goście. Myszy potrafią wejść przez wylotek, zagnieździć się w cieple, zjadać zapas i pszczoły oraz demolować plastry. Kraty albo zwężki wylotowe zakłada się, zanim zrobi się zimno, bo raz wpuszczona mysz robi ogromne szkody. Do tego ul powinien stać stabilnie, z daszkiem, który nie przecieka, osłonięty od nawietrznej, a wylotek ustawiony tak, żeby nie zawiewało prosto w gniazdo i żeby pszczoły mogły w cieplejszy dzień się oblecieć.
Ostatnie spojrzenie przed zimą
Zanim zostawisz pasiekę w spokoju, zrób ostatni obchód bez rozbierania gniazd: sprawdź, czy ule stoją stabilnie, czy daszki trzymają, czy wyloty są zabezpieczone, czy nic nie przecieka. Jesienią mniej znaczy więcej, bo każde niepotrzebne otwieranie wychładza rodzinę.
I ostatnia rzecz, w duchu całej tej serii: nie działaj z kalendarza, tylko z obserwacji. Silna rodzina, zdrowa, z pszczołą dobrze odżywioną białkowo, z dobrym zapasem i suchym gniazdem, przezimuje niemal niezależnie od tego, jaka przyjdzie zima.
Ciekawostki i kontrowersje
Kłąb to nie kołdra, tylko radiator. Przez sto lat powtarzano, że zewnętrzna warstwa kłębu izoluje jego wnętrze. Badania Dereka Mitchella z 2023 roku wywróciły to do góry nogami: płaszcz kłębu zachowuje się nie jak izolacja, ale jak radiator odprowadzający ciepło na zewnątrz. Co więcej, cienkościenny ul traci cztery do siedmiu razy więcej ciepła niż dziupla, a samo zbijanie się w ciasny kłąb może być nie naturą pszczoły, lecz reakcją na stres cieplny, jaki fundujemy jej marnym ulem. Innymi słowy, wiele zachowań, które uważaliśmy za wrodzone, może być tylko radzeniem sobie z naszym sprzętem.
Wentylacja górna czy izolacja: wojna dwóch szkół. To wprost wynika z powyższego i niuansuje część klasycznych rad, także tych, które padły wyżej. Szkoła tradycyjna mówi: wentyluj górą, żeby usunąć wilgoć. Szkoła izolacyjna, idąca za Mitchellem, odpowiada: gruba izolacja góry i brak wentyla górnego dają wnętrze ciepłe i wilgotne jak w dziupli, para skrapla się wtedy na ściankach i spływa, a nie kapie na kłąb. Obie szkoły chcą tego samego, czyli suchego kłębu bez skroplin na pszczołach, ale idą do tego dwiema różnymi drogami. Prawda zależy od Twojego ula i klimatu, ale warto wiedzieć, że to nie jest temat zamknięty.
Paradoks nawłoci. Ta sama roślina, która daje kłopotliwy, szybko krystalizujący miód, jest jednocześnie jednym z najlepszych późnych źródeł pyłku. Dla zapasu zimowego nawłoć bywa wrogiem, dla ciała tłuszczowego pszczoły zimowej jest sprzymierzeńcem. To dobra lekcja, że w pszczelarstwie rzadko coś jest po prostu dobre albo złe.
Cukier bywa zdrowszy na zimę niż miód. Brzmi jak herezja, ale ma sens. Miód, zwłaszcza spadziowy, wrzosowy czy z nawłoci, jest bogaty w niestrawne dla pszczół resztki, które obciążają jelito w długiej zimie bez oblotu i sprzyjają biegunce oraz nosemie. Czysty zapas cukrowy daje takich resztek znacznie mniej. Dlatego dla naturalisty zimowanie na miodzie to oczywistość, a z punktu widzenia jelita pszczoły zimowej czysty cukier bywa po prostu bezpieczniejszy.
Pszczoły nie grzeją ula. Nie próbują ogrzać całego wnętrza, tylko sam kłąb, a jego zewnętrzna powłoka bywa zaskakująco chłodna. To dlatego pusta przestrzeń wokół nie jest tak groźna, jak się ją maluje, a naprawdę kluczowe jest jedno: żeby na kłąb nie kapała woda.
Kłąb przetrwa mróz nie do pomyślenia. W jednym z doświadczeń zbite w kłąb rodziny przetrwały kilkanaście godzin w minus osiemdziesięciu stopniach. Pojedyncza pszczoła zginęłaby w kilka minut, ale kłąb jako organizm potrafi rzeczy, których suma pszczół nie potrafi. To najlepsza ilustracja zasady, że zimuje rodzina, a nie pojedyncze owady.
Rasa robi różnicę. Pszczoły ciemne i kraińskie zimują oszczędnie, w małych, wcześnie bezczerwiowych kłębach, zużywając mniej zapasu. Włoszki lubią czerwić dłużej w jesień i dłużej zużywają zapas, przez co w długą, ostrą zimę bywają w gorszej sytuacji. To nie przypadek, tylko efekt tego, w jakim klimacie dana rasa się ukształtowała.
Śnieg bywa sprzymierzeńcem. Zasypany śniegiem ul nie jest problemem, o ile wylotek nie jest szczelnie zatkany. Śnieg izoluje i wygładza wahania temperatury, a pszczoły pod nim spokojnie zimują. Odśnieżanie na siłę i zaglądanie w mróz szkodzi bardziej, niż pomaga.
Wilgoć bywa sojusznikiem przeciw warrozie. Wbrew pędowi do wysuszania ula na wiór, wysoka wilgotność w gnieździe czerwiowym ogranicza rozród warrozy, co wykazał już Kraus w latach dziewięćdziesiątych. To kolejny argument, żeby walczyć z kapiącą wodą, a nie z samą wilgotnością, bo ta druga bywa pszczołom, a nawet przeciw roztoczowi, na rękę.
Najczęstsze błędy
Skupienie się na cukrze, a zapomnienie o pyłku. To białko i ciało tłuszczowe decydują o zimowli, nie sam cukier. Pszczoła zimowa biedna białkowo nie przezimuje nawet na pełnym zapasie.
Odkładanie wszystkiego na późną jesień. Zdrowa pszczoła zimowa, zapas pyłku, zagospodarowany zapas cukru i suche gniazdo muszą być gotowe wcześniej. W listopadzie możesz już tylko liczyć straty.
Dokarmianie chorej rodziny. Syrop wlany w rodzinę zżeraną przez warrozę to zmarnowany cukier. Najpierw zdrowie, potem zapasy.
Domowa inwersja cukru kwasem na gorąco. Kwas plus wysoka temperatura to droga do HMF, który truje pszczołę zimową. Lekkie zakwaszenie na zimno jest w porządku, gotowanie z kwasem nie. Chcesz inwertu, kup enzymatyczny.
Brak reakcji na letnią dziurę pożytkową. Jeśli w lipcu i sierpniu matka przyhamuje czerwienie z braku pożytku, a Ty nie pobudzisz, zostaniesz z za małą liczbą pszczoły zimowej. To okno decyduje o sile zimującej rodziny.
Pobudzanie przy nadstawkach. Cukrowe pobudzanie, gdy na ulu stoi jeszcze miód towarowy, fałszuje miód. Robi się je dopiero po ostatnim miodobraniu.
Zimowanie na skrystalizowanej nawłoci czy wrzosie. Pszczoły nie wykorzystają skrystalizowanego zapasu i mogą zginąć na pełnym plastrze. Lepiej odebrać i podać inwert.
Zimne, szczelne pudło. Uszczelnienie wszystkiego bez izolacji góry ani wentylacji daje najgorsze połączenie: zimny sufit, na którym para skrapla się i kapie wprost na kłąb. Wilgoć rozwiązujesz albo wentylacją, albo izolacją góry, ale nie zamykaj rodziny w mokrym, zimnym pudle.
Zapas nie nad kłębem. W mróz kłąb nie przejdzie przez pusty plaster po zapas leżący z boku ula. Rodzina ginie z głodu na pełnym ulu. Zapas ma być nad pszczołami i wokół nich, nie gdzieś na obrzeżu.
Odpuszczenie kontroli na przedwiośniu. Najwięcej rodzin ginie z głodu nie w styczniu, tylko w lutym i marcu, gdy rusza czerw i zużycie zapasu strzela w górę. To wtedy sprawdzasz, czy jest co jeść, a nie odhaczasz temat po jesiennym dokarmieniu.
Płynny syrop w mróz. Zimą pszczoła nie przerobi rzadkiego pokarmu i nie zejdzie po niego daleko. Awaryjnie dokarmia się ciastem cukrowym albo fondantem położonym wprost nad kłębem, a nie syropem.
Źródła i dalsza lektura
EFSA (2022). Evaluation of the risks for animal health related to the presence of HMF in feed for honey bees. Punkt odniesienia dla toksyczności HMF, ze szczególnym uwzględnieniem pszczoły zimowej.
Prace nad powstawaniem HMF w domowych syropach (wpływ temperatury i zakwaszenia) oraz nad szkodliwością sacharozy rozłożonej kwasem, w odróżnieniu od rozłożonej enzymatycznie.
Amdam G. V., Omholt S. W. Prace nad witelogeniną i ciałem tłuszczowym jako podstawą długowieczności pszczoły zimowej.
Seeley T. D. Badania nad naturalnym gniazdem pszczół i otuliną propolisową w dziuplach. Tło dla gospodarki wilgocią.
Mitchell D. (2023). Honeybee cluster, not insulation but stressful heat sink. Journal of the Royal Society Interface. Podstawa sporu o izolację i wentylację.
Badania porównawcze zimowli na sacharozie i na inwercie (m.in. Animals 2023) oraz nad jakością syropów do zimowli. Podstawa uwag o rodzajach inwertu i przelicznikach.
Komentarze (0)
Brak komentarzy - bądź pierwszy!