Ciepła jesień w pasiece: swobodne przemyślenia i realne zagrożenia
Piszę to w październiku, a za oknem pogoda, która jeszcze dekadę temu byłaby abstrakcją: słońce, kilkanaście stopni na plusie, pszczoły latają jak w maju i wracają z obnóżem. Ciepłe jesienie zrobiły się u nas normą, nie wyjątkiem, i co roku wracają te same pytania od początkujących: skoro tak ciepło, to zaglądać do rodzin czy nie? Dokarmiać jeszcze czy już za późno? A może po prostu zostawić pszczoły w spokoju? Potraktuj ten tekst jako swobodne przemyślenia z pasieki o tym, co ciepła jesień robi z rodziną i jakie niesie zagrożenia, a nie jako sztywną instrukcję.
Powiem od razu, bo to moje stanowisko po latach: w tym okresie nie otwieram ula bez potrzeby. Nie jest to zasada na sztywno, bo czasem trzeba zajrzeć do środka, żeby ocenić, co się dzieje, i wtedy się to robi, lepiej zareagować niż stracić rodzinę. Ale nie grzebię w gnieździe dla samego zaglądania, bo na tym etapie każde niepotrzebne otwarcie robi więcej szkody niż pożytku. Standardowy ruch, jeśli już coś robię, to położenie białego ciasta na wierzch, jako ubezpieczenie. Niżej dzielę się tym, co ciepła jesień naprawdę robi z rodziną, jakie czyhają na nią zagrożenia i czego unikać.
Co ciepła jesień robi z rodziną
Zacznijmy od tego, co się dzieje w ulu, bo bez tego cała reszta to gdybanie. Jesienią w rodzinie zachodzą kluczowe zmiany: rodzi się pszczoła zimowa, długowieczna generacja, która ma dociągnąć rodzinę do wiosny, matka stopniowo ogranicza czerwienie, a trutnie są wypraszane z ula jeszcze pod koniec lata i wczesną jesienią, zwykle w sierpniu i wrześniu, więc w październiku zwykle jest już po nich. Przy spadku temperatury pszczoły zawiązują kłąb, w którego środku utrzymują około dwudziestu pięciu stopni, a przy czerwiu nawet trzydziestu pięciu. W ciepłe dni wychodzą jeszcze na obloty, czyli loty oczyszczające.
Ciepła jesień wszystkie te procesy rozciąga i zaburza. Matka, zamiast spokojnie wygasić czerwienie, potrafi czerwić znacznie dłużej, nieraz do późnej jesieni. Z pozoru miło, bo rodzina wygląda na żywą i silną, ale to ma swoją cenę. Po pierwsze, utrzymywanie czerwiu i aktywność kosztują zapasy, więc rodzina w ciepłą jesień zjada więcej niż w chłodną, a to, co miało wystarczyć na zimę, topnieje szybciej. Po drugie, pszczoła wychowana bardzo późno i tak zdąży się zużyć, zanim naprawdę będzie potrzebna wiosną. Dochodzi też większe ryzyko reinwazji warrozy przy długich lotach i rabunkach, ale to już temat na osobny wpis.
Z tego wynika prosty wniosek: ciepła jesień nie jest powodem do radości, że rodzina taka żwawa, tylko sygnałem, żeby pilnować przede wszystkim zapasów i nie przeszkadzać pszczołom w przygotowaniach do zimy.
Czy zaglądać do uli przy ciepłej pogodzie
I tu dochodzimy do mojego stanowiska. W tym okresie już nie otwieram gniazd i nie przekładam ramek, bo nie ma w tym nic do zyskania, a sporo do stracenia. Pszczoły do tej pory zrobiły porządek: uszczelniły propolisem szpary, poukładały zapasy nad kłębem i wokół niego, zabudowały gniazdo tak, jak im pasuje na zimę. Każde otwarcie ula to zniszczenie tych uszczelnień, rozbicie ułożenia gniazda i wychłodzenie środka, który pszczoły z mozołem utrzymują w cieple. Rodzina po takim przeglądzie musi od nowa uszczelniać i odbudowywać to, co jej rozwaliłem, zużywając na to energię i zapasy, których jesienią nie ma w nadmiarze.
Zasada im mniej zaglądamy, tym lepiej sprawdza się jesienią najmocniej z całego roku. Najważniejsze roboty, czyli zazimowanie na odpowiedniej liczbie ramek, zrobienie i przerobienie zapasów oraz ułożenie gniazda, powinny być zasadniczo poukładane przed tym okresem. Zaznaczę jednak uczciwie, że kalendarza nie da się przyłożyć do linijki, bo wiele zależy od pożytków. Późne pożytki potrafią sporo namieszać: nawłoć czy wrzos potrafią ciągnąć pożytek długo w jesień i silna rodzina jeszcze z nich nanosi. Dlatego to nie jest tak, że wszystko kończy się sztywno w sierpniu, raczej tak, że im bliżej prawdziwych chłodów, tym mniej jest już do zrobienia w gnieździe, a jeśli ktoś mocno zaniedbał zapasy, to późną jesienią niewiele już nadrobi. Na tym etapie rodzinę się głównie obserwuje, nie rozkręca.
To nie znaczy, że zostawiasz pasiekę samej sobie i znikasz do wiosny. Obserwować można i trzeba, tylko z zewnątrz. Popatrz na wylotek: czy w ciepłe dni jest spokojny oblot, czy przy wejściu nie ma kłębiących się obcych pszczół, co zwiastuje rabunek. Rzuć okiem na przednią ściankę ula i deskę wylotową: brązowe, biegunkowe zacieki, sterta martwych pszczół albo wygryzione, powykręcane osobniki to sygnały, że w środku dzieje się coś złego. Na koniec sprawdź, czy wejście jest zwężone i zabezpieczone przed myszami. To wszystko powie Ci sporo o kondycji rodziny, a nie wymaga otwierania gniazda.
Jest jeszcze jeden stary, nieinwazyjny sposób, żeby ocenić to, co najważniejsze, czyli zapasy: podważ ul od tyłu albo lekko go unieś i oceń ciężar na rękę. Pszczelarze nazywają to próbą na podważenie i po paru sezonach wyrabiasz sobie wyczucie, kiedy ul jest przyzwoicie ciężki, a kiedy podejrzanie lekki. Lekki ul późną jesienią to ostrzeżenie, że zapasów może zabraknąć do wiosny, i właśnie wtedy w grę wchodzi ciasto na powałce, o którym za chwilę. Ciężki, dobrze zaopatrzony ul lepiej po prostu zostawić w spokoju.
Monitoring warrozy, czyli kiedy wiem, że trzeba działać
Jest jeszcze jedna rzecz, którą da się sprawdzić bez rozbierania gniazda, a która mówi najwięcej o zagrożeniu rodziny: dobowy osyp warrozy. U mnie dennica jest pełna, z rowkiem, w który wsuwa się papier albo cienką płytę, najlepiej posmarowaną czymś lepkim czy tłustym, żeby roztocza przywierały. Zostawiasz wkładkę na kilka dni, potem liczysz martwe roztocza i dzielisz przez liczbę dni, a wychodzi Ci średni osyp na dobę, czyli realny sygnał, a nie przeczucie. Dennica osiatkowana to już inna konstrukcja, ale zasada liczenia osypu zostaje ta sama.
Progów nie ma co rozbierać na czynniki pierwsze, wystarczy wiedzieć orientacyjnie: latem to kilka roztoczy na dobę, a jesienią osyp rzędu kilku, a tym bardziej kilkunastu sztuk dziennie to już sygnał, że nie ma na co czekać. Dokładne progi i to, czym wtedy reagować, rozłożyłem w osobnym wpisie o leczeniu warrozy. Tu ważne jest jedno: wkładka pozwala podjąć decyzję bez otwierania kłębu, co idealnie pasuje do jesiennej zasady jak najmniej grzebania w gnieździe.
Dokarmianie, czyli dlaczego nie syrop, tylko ciasto
Druga wielka pokusa ciepłej jesieni to dokarmianie. Tu trzeba rozdzielić dwie rzeczy. Zasadnicze zapasy zimowe, czyli przerobiony i zasklepiony pokarm, robi się wcześniej, latem i wczesną jesienią, syropem albo inwertem, gdy jest jeszcze na tyle ciepło, że pszczoły zdążą go przerobić i zasklepić. Jeśli czytasz to późną, ciepłą jesienią, ten pociąg zwykle już odjechał. Podawanie syropu teraz mija się z celem, bo przy chłodniejszych nocach pszczoły nie przerobią go porządnie, a rozlany, niezasklepiony pokarm podnosi wilgotność w ulu i potrafi sfermentować.
Dlatego moim standardowym ruchem na tym etapie jest położenie białego ciasta cukrowego na wierzch gniazda. Ciasto to pokarm stały, który pszczoły pobierają tylko wtedy, gdy naprawdę go potrzebują, rozpuszczając go wilgocią z własnych ciał i z ula. Nie zmusza rodziny do niczego, nie podnosi wilgotności tak jak lany syrop i nie wymaga rozbierania gniazda. To jest ubezpieczenie: jeśli zapasów zabraknie albo kłąb odsunie się od nich w mrozie, pszczoły mają nad głową awaryjny pokarm i nie zaginą z głodu. Jeśli nie będą potrzebować, ciasto po prostu zostanie nietknięte.
W praktyce wygląda to banalnie prosto. Gotowe ciasto ze sklepu pszczelarskiego kupisz w paczkach rzędu kilograma czy dwóch i kładziesz placek na wierzchu gniazda, tuż nad kłębem, tak żeby pszczoły miały do niego dostęp, idąc w górę. Całość sprowadza się do otwarcia samej góry ula, czyli uchylenia pajączka albo powałki, i położenia ciasta, bez wyjmowania ramek i rozbierania gniazda. To kwestia kilkunastu sekund, a nie przegląd.
Ale jest jeden warunek, absolutnie kluczowy: to ciasto musi być czyste, bez żadnych dodatków. Czysty cukier i tyle. Tłumaczę, dlaczego to takie ważne, bo tu początkujący popełniają groźne błędy.
Po pierwsze, żadnego miodu z niepewnego źródła. Miód obcego pochodzenia może zawierać przetrwalniki zgnilca amerykańskiego, a Ty tym ciastem wprowadzasz je prosto do gniazda. To najprostsza droga, żeby sprowadzić sobie chorobę zwalczaną z urzędu. Po drugie, i o tym mało kto myśli, żadnego pyłku ani substytutów pyłku w cieście na ten okres. Ciasto z dodatkiem białka pobudza matkę do czerwienia, a właśnie tego teraz nie chcesz. Pobudzona do czerwienia rodzina późną jesienią to więcej czerwiu, więcej karmy warrozie, większe zużycie zapasów i pszczoły, które męczą się wychowem wtedy, gdy powinny oszczędzać siły na zimę. Ciasto białkowe ma swoje miejsce, ale wiosną, na pobudzenie rozwoju, nie jesienią. Po trzecie, odpuść wszelkie ziołowe i inne cudowne dodatki. Pszczołom na zimę potrzeba czystej energii, a nie eksperymentów.
Krótko mówiąc, białe ciasto bez dodatków to ciche ubezpieczenie, które nie miesza rodzinie w planach. Ciasto z dodatkami to proszenie się o kłopoty.
Słowo o ociepleniu
Skoro kładziemy coś na wierzch, to krótko o ociepleniu. U mnie zostaje ono na powałce przez cały rok i według mnie wychodzi rodzinom na dobre: pomaga trzymać ciepło nad kłębem i ogranicza skraplanie wilgoci pod powałką, czyli ten zimny, kapiący strop, który szkodzi bardziej niż sam mróz. W ciepłą jesień nie przegrzewa pszczół, bo rodzina reguluje temperaturę sama, ważne tylko, żeby było suche i przewiewne, a nie zaparzające. Jeśli kładziesz ciasto, wędruje ono właśnie pod to ocieplenie. Więcej o tym, czym i jak ocieplać, jest w osobnym wpisie o ociepleniu ula.
Zagrożenia ciepłej jesieni
Ciepła jesień to nie tylko dłuższe loty i ładne zdjęcia pszczół na astrach. To też okres, w którym rodzinie zagraża kilka rzeczy naraz, i warto mieć je z tyłu głowy.
Rabunek. Gdy jest ciepło, a pożytku brak, pszczoły zaczynają się rozglądać za cudzym miodem. Słabsze rodziny padają łupem silniejszych, a cała pasieka potrafi wejść w nerwowy, agresywny nastrój, który sam się napędza. Najprostsza obrona to zwężone wylotki, których słaba rodzina jest w stanie upilnować, i niekuszenie pszczół rozlanym syropem czy odkrytym miodem w pobliżu uli. Kłębiące się, wyraźnie obce pszczoły przy wejściu i walki na desce wylotowej to znak, że rabunek już trwa.
Osy i szerszenie. Ciepła jesień przedłuża aktywność os i szerszeni, a o tej porze roku są one szczególnie natrętne i głodne. Patrolują wyloty, porywają pojedyncze pszczoły i dobierają się do zapasów, a najbardziej obrywają rodziny słabe, które nie mają kim bronić wejścia. Najwięcej daje zwężony wylotek i silna rodzina, która sama odgania intruzów. Pułapki na osy i szerszenie też pomagają, ale to rozwiązanie, które rozstawia się już od lata, a nie wymyśla dopiero jesienią. I bez złudzeń: zabicie kilku os problemu nie rozwiąże, bo źródłem jest gniazdo gdzieś w okolicy, więc stawiaj przede wszystkim na obronę wejścia i siłę rodzin.
Szerszeń azjatycki na horyzoncie. Warto wiedzieć, że po Europie rozprzestrzenia się szerszeń azjatycki, Vespa velutina, który poluje przy wylotkach i potrafi nieźle nękać pasieki. Jest już w Niemczech, Czechach i na Słowacji, czyli puka do naszych drzwi, choć w Polsce na razie nie został potwierdzony. Jest mniejszy od naszego rodzimego szerszenia europejskiego, ciemniejszy, z pomarańczową przepaską na odwłoku i żółtymi końcami nóg. Jeśli kiedyś wyda Ci się, że widzisz właśnie jego, nie niszcz gniazda na własną rękę, tylko zrób zdjęcie z bezpiecznej odległości, zanotuj miejsce i czas i zgłoś to odpowiednim służbom. Na razie to temat do obserwowania, nie do paniki.
Myszy. Ciepło jesienią usypia czujność, a to właśnie teraz gryzonie zaczynają szukać ciepłego, suchego kąta na zimę, i ul nadaje się do tego idealnie. Mysz, która wejdzie do środka, niszczy plastry, zjada zapasy i spokój rodziny, a smród po niej potrafi zepsuć gniazdo na długo. Dlatego zanim przyjdą pierwsze przymrozki, zwęź wyloty albo załóż zabezpieczenia przeciw myszom. To jedna z tych rzeczy, które łatwo odłożyć w ciepły dzień, a potem gorzko pożałować.
Co realnie robić w ciepłą jesień
Zbierając to w praktyczną listę, w ciepłą jesień moje działania wyglądają tak:
Nie otwieram gniazd bez wyraźnej potrzeby. Pszczoły mają poukładane i uszczelnione, nie psuję im tego.
Kładę białe ciasto cukrowe na powałki. Czyste, bez dodatków, jako awaryjny zapas. Biorą, jeśli potrzebują.
Obserwuję z zewnątrz. Spokojny oblot w ciepłe dni, ruch na wylotku, brak biegunki i obcych pszczół przed ulem.
Oceniam zapasy na rękę. Próba na podważenie, czyli lekkie uniesienie ula od tyłu, zamiast otwierania gniazda. Lekki ul to sygnał, ciężki zostawiam w spokoju.
Monitoruję osyp na wkładce. Dobowy osyp warrozy z wkładki dennicowej mówi mi, czy trzeba działać, bez otwierania gniazda.
Pilnuję wylotków. Zwężone wejścia i zabezpieczenie przed myszami, zanim przyjdą chłody i zacznie się szukanie ciepłego kąta. Zwężony wylotek to też obrona przed rabunkiem, osami i szerszeniami.
Nie dokarmiam syropem i nie przekładam ramek. Zasadnicze zapasy i ułożenie gniazda miały być zrobione wcześniej, teraz zostawiam to pszczołom.
Ciekawostki i kontrowersje
Ciepła jesień to nie prezent, tylko wyzwanie. Intuicja podpowiada, że im dłużej ciepło, tym lepiej dla pszczół. W praktyce jest odwrotnie: przedłużona aktywność i czerwienie zjadają zapasy, zużywają pszczołę i przedłużają sezon warrozie. Łagodna, ale krótsza jesień bywa dla rodziny zdrowsza niż ta ciągnąca się tygodniami w cieple.
Mniej zaglądania, więcej zaufania. Wśród początkujących pokutuje przekonanie, że dobry pszczelarz to taki, który często zagląda. Jesienią jest dokładnie na odwrót. Rodzina, której nie rozbija się co chwilę przeglądem, lepiej utrzymuje ciepło i uszczelnienia, i wchodzi w zimę spokojniejsza. Czasem najlepsze, co możesz dla pszczół zrobić, to zostawić je w spokoju.
Ciasto, które pszczoły biorą same. W cieście cukrowym ciekawe jest to, że pszczoły pobierają je wedle potrzeby. Suchego ciasta nie ruszą na siłę, dopiero wilgoć z ula i z ich ciał rozpuszcza cukier na tyle, że mogą go pobrać. Dlatego dobrze położone, czyste ciasto nie zaszkodzi, a w razie kryzysu uratuje rodzinę przed zagłodzeniem.
Pszczoła zimowa to inny model niż letni. Robotnica z lata żyje kilka tygodni, a pszczoła zimowa kilka miesięcy, bo rodzi się z rozbudowanym ciałem tłuszczowym, które działa jak magazyn białka i energii na całą zimę. To dlatego tak zależy nam, żeby jesienią wygryzła się zdrowa i niezużyta, a nie wymęczona późnym czerwieniem. Więcej o tym, czym jest ciało tłuszczowe i dlaczego decyduje o przezimowaniu, pisałem w osobnym wpisie.
Najczęstsze błędy
Dokarmianie syropem za późno. Lany pokarm podawany późną, chłodną jesienią nie zostanie przerobiony i zasklepiony, podnosi wilgotność i może sfermentować. Zapasy robi się wcześniej.
Ciasto z dodatkami. Miód z niepewnego źródła to ryzyko zgnilca, a pyłek czy substytuty białka pobudzają niechciane jesienią czerwienie. Na ten okres tylko czysty cukier.
Zapomnienie o zabezpieczeniu przed myszami. Ciepło usypia czujność, a gryzonie szukają ciepłego kąta właśnie teraz. Zwężone i zabezpieczone wylotki to jesienny obowiązek.
Źródła i dalsza lektura
Materiały o jesiennych zmianach w rodzinie pszczelej (pszczoła zimowa, ograniczanie czerwienia, zawiązywanie kłębu, obloty) oraz o wpływie ciepłych jesieni i zim na rodziny. Podstawa części o tym, co ciepła pogoda robi z rodziną.
Łysoń oraz portale pszczelarskie, materiały o cieście cukrowym i pokarmach stałych dla pszczół. Zastosowanie ciasta jako pokarmu uzupełniającego i awaryjnego oraz ryzyka dodatków.
Wpisy "Dobra zimowla", "Układanie gniazda na zimę" oraz "Ocieplanie ula" na blogu Beehive Hub. Przygotowanie zapasów, gniazda i ocieplenia przed zimą, do którego nawiązuje ten tekst.
Wpis "Ciało tłuszczowe pszczoły" na blogu Beehive Hub. Rola ciała tłuszczowego u pszczoły zimowej i jego znaczenie dla przezimowania.
Materiały o szerszeniu azjatyckim (Vespa velutina), m.in. Łysoń oraz serwisy weterynaryjne i rolnicze. Rozprzestrzenianie się gatunku w Europie (Niemcy, Czechy, Słowacja), brak potwierdzenia w Polsce, polowanie przy wylotkach i zasady zgłaszania. Podstawa części o osach i szerszeniach.
Materiały o monitoringu warrozy metodą osypu dobowego (m.in. infowet.pl, Pasieka24, portale pszczelarskie). Metoda wkładki dennicowej i orientacyjne progi osypu na dobę w sezonie. Podstawa części o tym, kiedy trzeba działać.
Komentarze (0)
Brak komentarzy - bądź pierwszy!