Dzikie zapylacze: sojusznicy pszczoły miodnej, o których pszczelarz zapomina
Zapytaj przeciętnego człowieka o zapylanie, a odpowie: pszczoły. A dokładniej pszczoła miodna, ta z ula, ta od miodu. Tymczasem to spore uproszczenie, które robi krzywdę i przyrodzie, i samemu rolnictwu. Bo obok pszczoły miodnej pracuje cała armia dzikich zapylaczy, o których mało kto pamięta, a które nierzadko robią robotę lepiej od niej. W Polsce żyje ponad 450 gatunków samych pszczół dzikich, a według wielu źródeł około 470, do tego trzmiele, muchówki, motyle i chrząszcze. Pszczoła miodna jest wśród nich najbardziej znana, ale wcale nie najważniejsza.
Ten tekst należy do kategorii, w której patrzymy na pszczelarstwo szerzej niż tylko przez właz ula. Po wpisie o przepszczeleniu, gdzie mowa była o konkurencji między pszczołą miodną a dzikimi zapylaczami, czas na drugą stronę medalu: kim są ci dzicy zapylacze, dlaczego są tak cenni, co im zagraża i co konkretnie może dla nich zrobić pszczelarz, nie rezygnując z własnych pszczół. Bo to nie jest gra o sumie zerowej, w której albo ule, albo dzikie owady. Da się mieć jedno i drugie, a mądry pszczelarz na tym korzysta.
Kim są dzicy zapylacze
Zacznijmy od skali, bo ona zaskakuje. W samej Polsce opisano ponad 450 gatunków pszczół dzikich, a według wielu źródeł około 470, w całej Europie ponad dwa tysiące, a w skali świata ponad dwadzieścia tysięcy. Pszczoła miodna to jeden jedyny gatunek w tym tłumie. Do tego dochodzą trzmiele, których mamy w kraju około trzydziestu gatunków, oraz cała reszta zapylającego towarzystwa: muchówki, w tym bzygi udające osy, motyle, chrząszcze i inne owady.
Dzikie pszczoły różnią się od miodnej niemal wszystkim. Nie produkują miodu, nie tworzą wielotysięcznych rodzin i w większości nie żądlą, bo nie mają czego bronić. Samotnica, jak sama nazwa mówi, żyje sama: samica po przezimowaniu buduje gniazdo, zaopatruje je w pyłek, składa jaja i ginie, nie doczekawszy potomstwa. Gniazda zakładają w najróżniejszych miejscach, w pustych łodygach, szczelinach pod korą, w murach, a większość, rzędu siedemdziesięciu do osiemdziesięciu procent gatunków, kopie je wprost w ziemi. To dlatego goła, piaszczysta skarpa bywa cenniejsza dla przyrody niż wypieszczony trawnik.
Trzmiele to osobny rozdział. Są większe, gęsto owłosione, latają w chłodzie, deszczu i wietrze, gdy pszczoła miodna siedzi w ulu, i potrafią zapylać wibracyjnie, czyli otrząsać pyłek drganiem mięśni. To ostatnie jest kluczowe dla pomidorów, borówek czy papryki, których pszczoła miodna dobrze zapylić nie umie. Bez trzmieli spora część nowoczesnego ogrodnictwa pod osłonami po prostu by nie istniała.
Dlaczego są tak cenni
Tu dochodzimy do rzeczy, którą trudno przecenić. W naszej strefie klimatycznej owady zapylają około 78 procent gatunków roślin okrytonasiennych, a szacuje się, że blisko 80 procent upraw w Polsce zależy od zapylania przez owady. Mówimy o rzepaku, jabłkach, gruszkach, wiśniach, śliwach, malinach, gryce, roślinach strączkowych i całej masie innych. Bez zapylaczy nie ma nie tylko miodu, ale i ułamka tego, co ląduje na naszych talerzach.
I teraz rzecz, która zaskakuje wielu pszczelarzy: w wielu przypadkach dzikie pszczoły zapylają skuteczniej niż miodna. Powodów jest kilka. Po pierwsze, wyspecjalizowanie, bo część gatunków jest ściśle dopasowana do konkretnych roślin i zapyla je precyzyjniej. Po drugie, dzikie pszczoły nie gromadzą zapasów w ulu, tylko zdobywają pyłek i nektar na bieżąco dla potomstwa, więc odwiedzają więcej kwiatów i mniej wybrednie. Po trzecie, latają w warunkach, w których miodna odpuszcza, czyli w chłodzie i przy gorszej pogodzie, dzięki czemu zapylanie jest bardziej równomierne przez cały sezon.
Najlepiej widać to na murarce ogrodowej, dzikiej samotnicy wykorzystywanej dziś w sadach na potęgę. Jest tak skuteczna, że niewielka liczba murarek potrafi wykonać pracę zapylania, do której trzeba by całych rodzin pszczoły miodnej liczących dziesiątki tysięcy robotnic. Rusza wczesną wiosną, dokładnie wtedy, gdy kwitną drzewa owocowe, oblatuje około stu pięćdziesięciu gatunków roślin, nie żądli i nie potrzebuje ula. Nic dziwnego, że sadownicy coraz chętniej po nią sięgają.
Co im zagraża
Zła wiadomość jest taka, że dzikim zapylaczom wiedzie się coraz gorzej, i to szybciej niż pszczole miodnej, która ma przecież opiekuna w postaci pszczelarza. Globalne analizy mówią wprost o alarmującym spadku liczebności owadów, a szeroko cytowany przegląd badaczy z Uniwersytetu w Sydney z 2019 roku szacował, że nawet 41 procent gatunków owadów jest zagrożonych wyginięciem. Dzikie pszczoły, pozbawione ludzkiej opieki, są na tej linii frontu pierwsze.
Przyczyn jest kilka i wszystkie znamy. Intensywne rolnictwo z wielkimi monokulturami zamienia krajobraz w zieloną pustynię, gdzie po krótkim, gwałtownym kwitnieniu rzepaku zostaje nic. Znikają miedze, ugory, zakrzaczenia i piaszczyste skarpy, w których dzikie pszczoły gniazdują. Pestycydy, zwłaszcza te działające na układ nerwowy owadów, biją w zapylacze bezpośrednio. Do tego dochodzi zabetonowanie i wykaszanie wszystkiego na trawnik oraz choroby, którymi, o czym za chwilę, może obdarować dzikich krewnych także zbyt gęsta pasieka.
Wśród tych zagrożeń jest jedno, o którym pszczelarz musi mówić uczciwie, bo dotyczy jego samego: konkurencja ze strony pszczoły miodnej. W terenie ubogim w kwiaty i przepszczonym duża liczba uli odbiera dzikim zapylaczom pyłek i nektar, o czym pisałem szerzej przy przepszczeleniu. Nauka jest tu ostrożna i pokazuje, że skutki zależą od kontekstu, ale w napszczonym, ubogim krajobrazie konkurencja bywa realna. To niewygodne, ale ważne, bo oznacza, że pszczelarz nie jest tylko obrońcą pszczół, może być też, nieświadomie, częścią problemu.
Co może zrobić pszczelarz, nie rezygnując z pasieki
I tu dobra wiadomość, bo interesy pszczoły miodnej i dzikich zapylaczy w dużej mierze się pokrywają. Wszystko, co poprawia bazę pożytkową dla Twoich pszczół, pomaga jednocześnie dzikim. Nie musisz wybierać, wystarczy działać z głową.
Sadź i siej z myślą o całym sezonie. Dziki zapylacz potrzebuje kwiatów od wczesnej wiosny do późnej jesieni, nie tylko w szczycie pożytku. Krokusy, miodunki, wierzby i drzewa owocowe dają wczesny pyłek na przedwiośniu i wiosną, facelia, krzewy jagodowe, koniczyny, ogórecznik i lipa ciągną sezon latem, a nawłoć, wrzos i bluszcz zamykają go jesienią. To w dużej mierze te same rośliny, które budują ciało tłuszczowe Twoich pszczół, więc pracujesz na dwa fronty naraz. Stawiaj na gatunki rodzime i wartościowe pyłkowo, a nie na egzotyczne ozdoby, które bywają dla owadów bezużyteczne albo wręcz toksyczne.
Zostaw kawałek dzikości. Najprostsza i najtańsza rzecz, a często najtrudniejsza dla oka przyzwyczajonego do porządku. Nieskoszony pas łąki, kępa pokrzyw, sterta gałęzi, goła piaszczysta skarpa, martwe drewno, dziurawy mur, to wszystko są mieszkania i stołówki dla dzikich pszczół. Większość samotnic, rzędu siedemdziesięciu do osiemdziesięciu procent, gniazduje w ziemi, więc fragment odsłoniętej, piaszczystej gleby wart jest więcej niż niejeden hotelik. Koś rzadziej i nie wszystko naraz, a zrobisz dla zapylaczy więcej niż niejednym gadżetem.
Powieś hotel dla owadów, ale z głową. Domek z rurek trzcinowych albo nawierconych klocków drewna to świetne gniazdo dla murarki i innych samotnic gniazdujących w kanałach. Musi jednak być zrobiony porządnie: sucho, w słońcu, od strony południowej, z rurkami o gładkim wnętrzu i różnej średnicy, osłonięty przed deszczem. Źle zrobiony hotel, wilgotny i zagrzybiony, robi więcej szkody niż pożytku, bo staje się wylęgarnią chorób i pasożytów. Raz do roku warto go czyścić albo wymieniać rurki.
Dbaj o zdrowie własnej pasieki. To wątek, o którym pszczelarze rzadko myślą, a który jest realny: choroby i wirusy pszczoły miodnej, w tym te przenoszone przez warrozę, potrafią przechodzić na trzmiele i dzikie pszczoły przez wspólnie odwiedzane kwiaty. Zaniedbana, chora, zawarrozona pasieka jest więc zagrożeniem nie tylko dla siebie, ale i dla dzikich sąsiadów. Trzymając warrozę w ryzach i lecząc w porę, chronisz nie tylko swoje ule.
Nie napszczaj terenu ponad miarę. Domyka się to z całym wpisem o przepszczeleniu. Rozsądna liczba uli dopasowana do bazy pożytkowej to nie tylko lepsze zbiory dla Ciebie, ale i miejsce przy stole dla dzikich zapylaczy. W ubogim terenie mniej uli bywa lepsze i dla Twoich pszczół, i dla przyrody.
Ciekawostki i kontrowersje
Pszczoła miodna to nie synonim zapylania. W powszechnej świadomości ratowanie pszczół równa się stawianiu uli, tymczasem to spore nieporozumienie. Pszczoła miodna jest jednym z ponad dwudziestu tysięcy gatunków pszczół i akurat tym, który ma się najlepiej, bo dba o niego pszczelarz. Prawdziwy kryzys dotyczy dzikich zapylaczy, a stawianie kolejnych uli w mieście czy w terenie ubogim w kwiaty nie tylko im nie pomaga, ale bywa, że szkodzi.
Pasieka miejska bywa modą, która szkodzi. Miejskie ule stały się modnym gestem proekologicznym, tyle że często pozbawionym sensu. Miasto rzadko ma dość wartościowych kwiatów, żeby wyżywić i pszczoły miodne, i dzikie, a dostawiane na dachy ule zaostrzają konkurencję o skromny miejski pyłek. Chcąc pomóc zapylaczom w mieście, więcej zdziała się łąką kwietną, dzikim zakątkiem i nasadzeniami niż kolejnym ulem.
Garść murarek zamiast dwóch uli. Efektywność murarki ogrodowej w sadzie jest tak duża, że według materiałów Instytutu Ogrodnictwa niewielka liczba tych samotnic potrafi zastąpić pracę dwóch rodzin pszczoły miodnej, liczących po kilkadziesiąt tysięcy robotnic. To dobra ilustracja, że w zapylaniu liczy się nie tylko liczba owadów, ale i to, jak pracują. Dziki zapylacz bywa po prostu lepszym fachowcem.
Trzmiel otwiera kwiat, z którego korzysta potem Twoja pszczoła. To zjawisko mało znane, a dla pszczelarza budujące, bo pokazuje, że dzikie zapylacze nie tylko konkurują z pszczołą miodną, ale i jej pomagają. Nazywa się to kradzieżą nektaru. Trzmiel o krótkim języczku, na przykład ziemny, nie sięga do dna kwiatów o długiej koronie, jak żywokost, ostróżka czy wiciokrzew, więc silnymi żuwaczkami przegryza dziurkę u nasady kwiatu i pije nektar bokiem. Co najciekawsze, przez tę gotową dziurkę korzystają potem inne owady, w tym pszczoła miodna, która o własnych siłach do tego nektaru by nie dotarła. Innymi słowy, trzmiel odblokowuje Twoim pszczołom pożytek, który bez niego byłby dla nich niedostępny.
Trzmiel pracuje, gdy pszczoła śpi. Trzmiele latają w chłodzie, wietrze i mżawce, w temperaturach, w których pszczoła miodna nie rusza się z ula. Dzięki temu w kapryśną wiosnę, gdy kwitną drzewa owocowe, a pogoda nie rozpieszcza, to często trzmiel, a nie pszczoła miodna, ratuje zapylanie sadu. W chłodnym klimacie ich rola bywa nie do zastąpienia.
Jest pszczoła, która wycina z liści idealne kółka. Miesiarka, czyli pszczoła tnąca liście, żuwaczkami wycina z liści róż, bzu czy innych krzewów równiutkie owalne i okrągłe kawałki, którymi wykleja i przegradza komory w gnieździe. Jeśli widziałeś w ogrodzie liść wyglądający, jakby ktoś przejechał po nim dziurkaczem, to jej robota. Jedna samica potrafi w ciągu życia wyciąć nawet kilka tysięcy takich kawałków, a roślinie to nie szkodzi.
Samotnice noszą pyłek na brzuchu, nie na nogach. Pszczoła miodna, trzmiele i wiele innych zbierają pyłek do koszyczków na tylnych nogach. Ale miesiarki i murarki, z rodziny miesiarkowatych, mają gęstą szczoteczkę włosków na spodzie odwłoka i to na brzuchu obnoszą pyłek. Efekt jest taki, że taka pszczoła gubi go po drodze więcej niż miodna, przez co bywa skuteczniejszym zapylaczem, bo hojniej rozsypuje pyłek po kwiatach.
Od główki szpilki po niemal cztery centymetry. Pod hasłem dzika pszczoła kryje się ogromna rozpiętość. Najmniejsze samotnice mają ledwie dwa, trzy milimetry i łatwo wziąć je za muszki, a największe pszczoły świata dochodzą do prawie czterech centymetrów. To pokazuje, jak wąskim wycinkiem tego bogactwa jest znana wszystkim pszczoła miodna.
Samce samotnic sypiają w kwiatach. U pszczół samotnych samce nie mają gniazda ani zapasu, więc nocują tam, gdzie zastanie je zmrok, często wczepione żuwaczkami w źdźbło albo skulone we wnętrzu kwiatu. Bywa, że rankiem znajdziesz w dzwonku czy makówce śpiącego trzmiela albo samotnicę, przeczekujących chłód nocy. To jeden z tych drobiazgów, które sprawiają, że łąka pełna dzikich pszczół jest ciekawsza, niż się wydaje.
Dwa mity
Mit pierwszy: żeby ratować pszczoły, trzeba postawić ul. To najczęstsze nieporozumienie w temacie. Pszczoła miodna jest hodowlanym gatunkiem pod opieką człowieka i nie jest zagrożona wyginięciem. Ratowania potrzebują dzikie zapylacze, a tym pomaga się nie ulem, tylko kwiatami, dzikimi zakątkami i miejscami do gniazdowania. Kolejny ul w napszczonym terenie może im wręcz zaszkodzić.
Mit drugi: dzikie pszczoły są groźne, bo to przecież pszczoły. Odwrotnie. Samotnice w większości w ogóle nie żądlą, bo nie mają rodziny ani zapasu do obrony, a nawet jeśli mają żądło, są całkowicie niegroźne dla ludzi, dzieci i zwierząt. Hotel dla murarek na ścianie domu to nie zagrożenie, tylko darmowa ekipa zapylająca Twój ogród.
Najczęstsze błędy
Utożsamianie zapylania z pszczołą miodną. To zawęża myślenie i prowadzi do stawiania uli tam, gdzie potrzeba raczej kwiatów i dzikich zakątków. Zapylanie to praca całej armii gatunków, nie jednego.
Idealny porządek w obejściu. Wykoszony na krótko trawnik, sprzątnięte gałęzie i zabetonowane skarpy to dla dzikich pszczół pustynia. Trochę kontrolowanego bałaganu, nieskoszony pas i goła ziemia dają im dom.
Egzotyczne ozdoby zamiast rodzimych roślin. Modne rośliny ozdobne bywają dla zapylaczy bezwartościowe albo toksyczne. Rodzime, wartościowe pyłkowo gatunki karmią, ozdobne często tylko cieszą oko.
Źle zrobiony hotel dla owadów. Wilgotny, zagrzybiony, w cieniu i nieczyszczony hotelik staje się wylęgarnią pasożytów. Lepszy brak hotelu niż zły hotel.
Zaniedbana pasieka obok dzikich. Chora, zawarrozona pasieka zaraża przez wspólne kwiaty także dzikie zapylacze. Dbałość o zdrowie uli to również ochrona dzikich sąsiadów.
Źródła i dalsza lektura
Teper D., Borański M. Hodowla pszczół samotnic sposobem na uzupełnienie niedoborów zapylaczy. Instytut Ogrodnictwa. O murarce ogrodowej i wykorzystaniu samotnic w zapylaniu.
Madej D. (2022). Murarka ogrodowa, alternatywa zapylaczy w uprawie roślin. MODR Karniowice. Praktyczne podstawy hodowli murarki.
Materiały o dzikich zapylaczach w Polsce (m.in. Witryna Wiejska, portale przyrodnicze) o liczbie gatunków samotnic, ich biologii i sposobach gniazdowania.
Przeglądy o spadku liczebności owadów zapylających, w tym analiza University of Sydney (2018) o odsetku gatunków owadów zagrożonych wyginięciem.
Fürst M. A. i wsp. (2014). Disease associations between honeybees and bumblebees as a threat to wild pollinators. Nature 506: 364-366. O przenoszeniu wirusów pszczoły miodnej na trzmiele przez wspólne kwiaty.
Sánchez-Bayo F., Wyckhuys K. A. G. (2019). Worldwide decline of the entomofauna. Biological Conservation (przegląd Uniwersytetu w Sydney). Źródło szacunku o odsetku owadów zagrożonych wyginięciem.
Leadbeater E., Chittka L. (2008). Social transmission of nectar-robbing behaviour in bumble-bees. Proceedings of the Royal Society B. O kradzieży nektaru i kradzieży wtórnej, w której pszczoła miodna korzysta z dziurek przegryzionych przez trzmiele.
Mallinger R. E., Gaines-Day H. R., Gratton C. (2017). Do managed bees have negative effects on wild bees? PLoS ONE. Kontekst konkurencji pszczoły miodnej z dzikimi zapylaczami.
Komentarze (0)
Brak komentarzy - bądź pierwszy!